[ Pobierz całość w formacie PDF ]
apartamentu odprowadził ich sam dyrektor hotelu.
Dlaczego ludzie tak szanują pieniądze, a nie dbają o
istotne wartości - zastanawiała się Kate w duchu.
Kiedy weszli do pokoju, Kate natychmiast zaszyła się w
łazience. Przez całą drogę płakała i teraz miała straszliwy ból
głowy. Obmyła twarz wodą i ciężko wzdychając usiadła.
Czuła się, jakby uleciało z niej całe powietrze. Nie było już
Mary Kate, była Christa która nie chciała mieć z nimi nic
wspólnego. Byli dla niej obcymi ludzmi. Co zrobią, jeśli
dziewczynka ich nie zaakceptuje? Chyba tego nie przeżyję -
zakryła rękoma twarz, zwijając się z niemego bólu.
Drzwi łazienki otworzyły się i wszedł Trent. Przykląkł
przy niej, wziął obie jej ręce w swe dłonie i wtedy zobaczyła
w jego oczach tę samą rozpacz.
- Popłacz, jeśli ci to pomoże.
Zaprzeczyła ruchem głowy.
- Co to da? Wypłakałam już morze łez.
- Z nas dwojga to ja zawsze byłem porywczy i musiałem
się wyładować.
- Co teraz zrobimy?
- Poczekamy, może Christa zechce się z nami spotkać.
Postarajmy się na chwilę zapomnieć o tym, co się dziś
wydarzyło. Zamówiłem obiad. Podadzą za godzinę, a ty
tymczasem wez gorącą kąpiel. Ja zadzwonię do kilku osób.
- Do kogo?
- Do ciotki, do Morana i mojego prawnika. Chcę wynająć
najlepszego specjalistę od spraw rodzinnych.
Trent odkręcił wodę, przygotował mydło i szampon.
- Wskakuj. Zaraz przyniosę szlafrok i kapcie.
- Dzięki.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
Kate rozebrała się, weszła do wanny i zanurzyła z
przyjemnością w gorącej wodzie. Leżała bez ruchu, zanurzona
po szyję przez dobrych kilka minut. Odganiając złe myśli,
zabrała się do mycia. Intensywne szorowanie przynosiło ulgę.
Nałożyła szampon i odżywkę, po czym dokładnie się spłukała.
Wylegiwała się jeszcze przez kilkanaście minut, topiąc smutki
i zmywając stres. Kiedy wszedł Trent, zdała sobie sprawę, że
straciła poczucie czasu. Podał jej kieliszek.
- Wino?
- Z ukłonami od dyrektora hotelu.
- Jak długo tu siedzę?
- Około pół godziny.
- Niezłe - skomentowała, pociągając łyk.
- Przyniosę ci szlafrok.
Kate sączyła z rozkoszą czerwone wino, zastanawiając się,
czy ta ilość wystarczy, aby się znieczulić. Trent wrócił do
łazienki, zdjął z wieszaka ręcznik i zaczekał, aż Kate wyjdzie
z wanny. Owinął ją ręcznikiem, wytarł jej włosy, a następnie
całe ciało, wyzwalając w niej dreszcz namiętności.
- Jesteś jeszcze piękniejsza niż przed ślubem. - Zrzucił z
niej ręcznik i zaczął z zadowoleniem przyglądać się nagiemu
ciału.
- Miły z ciebie kłamca. Choć jak na trzydzieści pięć lat
trzymam się całkiem niezle.
Przyłożył jej palec do ust.
- Wyglądasz czarująco. Nawet nie wiesz, jak bardzo cię
pragnę.
- Nie bardziej niż ja ciebie - odparła Kate.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem... - powiedział. Ona też za
nim tęskniła i nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo.
Leżała przy nim w półmroku, czekając na dwa magiczne
słowa. Rozległo się pukanie do drzwi.
- Zupełnie zapomniałem, że zamówiłem kolację. -
Wyskoczył z łóżka. - Chwileczkę! Nie wstawaj, przyprowadzę
wózek z jedzeniem. - Kiedy wrócił, czekała na niego w
szlafroku.
- Obiad podano.
- Zwietnie, umieram z głodu.
- Zostaw sobie tylko miejsce na deser - mrugnął figlarnie
okiem.
- Tylko nie mów, że bita śmietana z truskawkami.
- Truskawek nie ma, ale za to mnóstwo bitej śmietany.
Kate zaczęła się śmiać, wspominając ich miesiąc
miodowy, podczas którego zajadali się owocami i kochali w
bitej śmietanie.
Następnego ranka, tuż przed ósmą, zadzwonił telefon
komórkowy. Oboje właśnie ubierali się po wspólnym
prysznicu. Trent z biciem serca podniósł słuchawkę.
- Mówi Brenda Farrell.
- Dzień dobry, jak samopoczucie?
- W porządku, zważywszy, że jestem po nieprzespanej
nocy. Długo myślałam i doszłam do wniosku, że Christa
powinna mieć dwoje kochających rodziców. Zatrzymywanie
jej tutaj byłoby szczytem egoizmu.
- Kto to? - spytała Kate, bezgłośnie poruszając ustami.
- To bardzo wspaniałomyślne, Brendo - odparł, rzucając
wymowne spojrzenie na Kate.
Wspięła się na palce i zbliżyła ucho do słuchawki tak, aby
mogła usłyszeć, o czym mówią.
- Christa jest na razie wrogo nastawiona... Musicie dać
nam trochę czasu. Lepiej, żebyście dzisiaj nie przyjeżdżali.
- Ile potrzebujecie czasu?
- Może do jej urodzin. To już niedługo.
- Czwartego lutego.
- My obchodzimy uroczystość siódmego. Taka data
figurowała w dokumentach adopcyjnych. Mogłybyśmy
przyjechać do Prospect dzień wcześniej i zostać z wami cały
tydzień...
- Wspaniale. Wyprawimy przyjęcie, jeśli nie masz nic
przeciwko temu.
- Byłoby miło. Pomyślałam, że się ucieszycie.
- Nie mogłaś nam sprawić większej przyjemności.
- Pewnie będzie wam się trudno doczekać, ale proszę,
zaufajcie mi, pragnę tylko szczęścia wnuczki. Jeśli wszyscy
będziemy rozsądnie postępować, ona na tym wygra.
- Masz całkowitą rację.
- Przed wyjazdem skontaktuję się z wami.
- A może przysłać po was samochód?
- Dziękuję, to nie będzie konieczne.
- W każdej chwili jesteśmy do waszej dyspozycji.
- Powiedz Kate, że jeśli będzie chciała, może do mnie
codziennie telefonować.
- Oczywiście przekażę. Dziękuję, że tak do tego
podchodzisz.
- Wystarczająco dużo już wszyscy wycierpieliśmy.
- Też tak uważam.
Brenda rozłączyła się. Trent chwycił Kate w ramiona,
podrzucił z radości do góry i zaczaj kręcić się z nią wokół
własnej osi. W końcu postawił ją na ziemi i obsypał
pocałunkami.
- Christa przyjedzie do nas szóstego lutego! Wyprawimy
przyjęcie na jej dwunaste urodziny!
ROZDZIAA JEDENASTY
Kate przybyła do Winston Hall około dwunastej. W
drzwiach powitał ją Guthrie, informując, że pan Trent musi
zostać w sądzie do piętnastej, a panna Mary Belle je właśnie
lunch i będzie zachwycona, jeśli ona do niej dołączy.
Oczekując najgorszego, ruszyła pewnym krokiem do jaskini
lwa. Ku swemu zaskoczeniu została powitana z otwartymi
ramionami. Ciotka serdecznie ją wyściskała i zaprowadziła do
stolika, gdzie czekały dwa nakrycia.
- Jak tylko zatelefonowałaś, że będziesz w porze lunchu,
poleciłam kucharzowi przygotować krokiety z łososia, twoje
ulubione.
- Dziękuję. To miło.
Kate zbita z tropu usiadła naprzeciw Mary Belle. Po
chwili wszedł kamerdyner, niosąc sałatki i uśmiechając się
szeroko.
- Cieszymy się, że pani do nas wróciła.
- I to bardzo - dodała ciotka. - A na deser earl grey i tort
malinowy.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]