[ Pobierz całość w formacie PDF ]

długo był zagadką dla naszych filozofów, że nosicie odzież nawet przy najgorętszej
pogodzie. Cóż, wśród nas, demonów...
- Daruj mi wykład. Możesz to zrobić?
- Nie wiem. Bardzo chciałbym sprawić ci przyjemność, ale widzisz, nie mamy
teraz okresu godów ani też to miejsce samicy z Pierwszego Planu nie wzbudza we
mnie pożądania.
- A czego mi brak, ty smoko-człeku? Prawda, nie jestem już taka młoda, jak
kiedyś, ale...
- To nie o to chodzi, jeśli wolno mi się tak wyrazić, madame. Mając taką
delikatną, jasną, gołą skórę na całym ciele, wyglądasz... jak by to powiedzieć? jak
gąbka. To by było jak kopulacja z wielką meduzą, brr! Ale gdyby tu była moja żona
Yeth, z miłymi kłami i witkami, kochanymi, lśniącymi łuskami...
- To zamknij oczy i wyobraz sobie, że leży tu twoja żona, a może ci stanie.
No cóż, jak mówimy w domu, jeśli nie spróbujesz, to do niczego nie
dojdziesz. Potężnym wysiłkiem woli wyobraziłem sobie moją drogą małżonkę i
poczułem, jak krew zaczyna mi żywiej krążyć w lędzwiach. Gdy byłem pewny, że
demon we mnie wstał, otworzyłem oczy.
Dulnessa utkwiła pełen przerażenia wzrok w moim członku.
- Na bogów! - krzyknęła. - Zabieraj to okropieństwo! Wygląda jak jedna z
tych nabijanych kolcami maczug, którymi rycerze walą się po zbrojach. To by mnie
mogło zabić.
- Bardzo mi przykro, że nie mogę pani służyć swoją osobą, madame -
powiedziałem. - Obawiałem się, że nie znajdziesz tego widoku zbyt miłym. Ale
dlaczego pan Bagardo wysłał mnie do ciebie? Mam wrażenie, że zrobił jeden z
typowych, irracjonalnych  żartów , które wy, istoty ludzkie, ciągle wymyślacie.
Gdyby Bagardo miał rzeczywiście ochotę na tyle kobiet, myślę, że byłby zachwycony
tą możliwością...
- Ten szuler gładko nawija, ale w działaniu jest znacznie gorszy niż w gadce.
Ostatnim razem musiał wezwać Siglara, by ten go zastąpił po jednej rundce. A
człowiek-małpa jest wart w wyrku trzech takich.
- Czy wszystkie osobniki żeńskie u ludzi wymagają takiego ciągłego
napełniania?
- Nie, jestem szczególnym przypadkiem. Nie chciałam sypiać z Arkaniusem, a
ten cholernik rzucił na mnie zaklęcie - czar niezaspokojonej namiętności. To był
wredny, stary pierdoła i bardzo się ucieszyłam, gdy demon go rozszarpał. Ale przez to
pozostaję pod wpływem zaklęcia, bo nie znam żadnego czarownika, który by mnie
uwolnił.
- Może z upływem czasu osłabnie. Wiem, że to się zdarza - pocieszyłem ją.
- Być może, ale jak na razie, jeśli ktoś mnie nie przeleci kilka razy dziennie, to
moje żądze przyprawiają mnie o szaleństwo.
- Sądziłbym, że przy tych wszystkich pożądliwych robotnikach...
- Większość nigdy się nie myje, a ja wolę czystych kochanków. Cóż, jeśli
jednak wszystko zawiedzie... Ale, ale, co z grą? Jak ci się powiodło?
Przedstawiłem jej moją stratę.
- Ha! - powiedziała. - To cały Bagardo, najpierw da ci pieniądze z góry, a
potem oskubie cię w grze.
- Czy chcesz powiedzieć, że oszukał mnie?
- No pewnie! A co ty myślałeś?
Zastanowiłem się.
- Rozumiem teraz znaczenie tego wrażenia, które odbierałem.
- Umiesz czytać myśli?
- Nie, ale rozpoznaję wibracje, które zdradzają emocje innych.
- Ile będzie ci płacić?
- Trzy pensy na dzień.
Roześmiała się chrapliwie.
- Mój drogi Zdimie, idz natychmiast do Bagarda i zmuś go, by podwoił
stawkę; toż robotnikom płaci sześć pensów. Wtedy wez jeszcze raz pieniądze z góry i
odegraj, co straciłeś. W ten sposób wytniesz świetny dowcip temu palantowi.
Zrobiłem, jak radziła. Bagardo serdecznie się uśmiał z opowieści o
nieudanych zalotach Dulnessy. Historia wprawiła go w tak świetny humor, że nawet
zgodził się podnieść mi pensję, bez wątpienia licząc na szybkie jej odegranie.
Wznowiliśmy grę. Dzięki temu, że rezygnowałem za każdym razem, gdy
tylko poczułem ostrzegawcze mrowienie, szybko wygrałem kilka razy więcej, niż
straciłem na początku. Bagardo, ze zdumionym obliczem, stwierdził:
- Chyba tracę szczęście do kart. Cóż, myślę, że powinniśmy już być w
łóżkach. Rano trzeba wcześnie wstać, by dotrzeć do Orynx. Muszę również
powiedzieć, panie Zdimie, że opanowałeś skilleta najszybciej ze wszystkich, których
uczyłem. A może umiesz czytać w myślach innych?
- Nie, panie.
Moja odpowiedz była prawdziwa, jeśli traktować  myśli w sposób dosłowny,
dotyczący tylko ich treści intelektualnej; jednak niektórzy, podchodząc do problemu
w sposób filozoficzny, mogliby uważać, że termin ten powinien być rozciągnięty i na
emocje, a te w rzeczywistości mogłem czytać. Ciągnąłem:
- Zasady są proste. A jak mówimy w moim świecie, doskonałość jest
dzieckiem praktyki.
- Szkoda, że nie umiesz czytać myśli. Mógłbym cię wykorzystać w
przedstawieniu. I zapamiętaj, że następnym razem, gdy pojawią się widzowie, masz
wpaść w istny szał. Oni tego oczekują. Warcz, wyj, potrząsaj kratami, jakbyś chciał
skoczyć na dół, w tłum. Wykaż się maksymalną ochotą, by uciec z klatki!
- Szefie, myślę... - zaczął Ungah.
Nie myśl za dużo, panie małpo. Chcę mieć pewność, że demon zna swoją rolę.
***
Miasto Orynx, położone w górnym odcinku rzeki Kyamos w stosunku do Ir,
jest większe niż Evrodium, chociaż mniejsze od Chemnis. Planowaliśmy spędzić w
nim dwa pełne dni i dać trzy przedstawienia: dwa wieczorne i jedno drugiego
popołudnia. Pierwsze przedstawienie zaczęło się więc wieczorem.
Gościem, który wszedł do namiotu potworów jako pierwszy, był starzec o
chwiejnym kroku. Z zapachu wina, który się wokół niego unosił, wywnioskowałem,
że nie tylko wiek był powodem zaburzeń jego ruchów. Zatoczył się w pobliże mojego
wozu i wbił we mnie wzrok. Odwzajemniłem się tym samym, nie mając ochoty
wpadać we wściekłość, zanim nie zgromadzi się większa publiczność.
Wiekowy mężczyzna wyciągnął z kurtki butelkę i napił się. Wymruczał:
- Co za świństwo, widzę je już wszędzie. Zjeżdżaj, zjawo! Znikaj! Spadaj! O
bogowie, nie każcie mi przestać pić! Mleko starego człowieka, moja jedyna pociecha!
Popłakując i zataczając się poszedł dalej. Pojawili się inni. Gdy Bagardo
dawał swój napuszony wstęp, warczałem i ryczałem, bijąc o pręty klatki. Pamiętając
o rozkazach chwyciłem dwa pręty i zacząłem je ciągnąć, aż się zgięły.
Najbliżsi widzowie cofnęli się, gdy bardziej oddaleni ciągle pchali się do
przodu. Bagardo przesłał mi gest aprobaty. Zachęcony, wydałem ryk jak smokożółw
z bagien Kshak i pociągnąłem za pręty z całej siły.
Wygięły się na zewnątrz. Jeden z nich wypadł z dolnego mocowania z
głośnym trzaskiem. Wyrwałem go więc i z górnego uchwytu, po czym odrzuciłem.
Następnie, działając zgodnie z wydaną mi instrukcją, przecisnąłem się przez otwór i
zeskoczyłem na ziemię, rycząc i sięgając do najbliższych widzów.
Nie miałem najmniejszego zamiaru zrobić komukolwiek krzywdy; starałem [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • spraypainting.htw.pl