[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Podróż w czasie - powiedział McKie. - Nonsens!
- Formy postrzegania, do których jesteśmy przyzwyczajeni mają tendencję do
przeszkadzania nam w procesach myślowych koniecznych do prawidłowego zanalizowania
tego problemu - powiedział Tuluk. - A więc ja odrzucam te sposoby myślenia.
- Takie jak?
- Jeżeli zbadamy współzależności w serii, co nam to daje? Daje nam jakąś ilość
punktów-wymiarów w przestrzeni. Abnethe zajmuje pozycję na konkretnej planecie, tak jak i
Kaleban. Mamy do czynienia z rzeczywistymi warunkami kontaktu pomiędzy tymi dwoma
punktami.
- Więc?
- Musimy założyć, że istnieje jakiś porządek w serii punktów-kontaktów.
- Dlaczego? Równie dobrze mogą być przypadkowymi przykla...
- Ruch tych dwóch konkretnych planet ma swój porządek w przestrzeni kosmicznej.
Porządek, układ. rytm. W przeciwnym wypadku Abnethe i jej banda atakowaliby częściej.
Mamy do czynienia z systemem, który zdaje się nie poddawać konwencjonalnej analizie. Ma
swój rytm czasowy, przekładalny na rytm punktów w serii. A więc jest zarówno czasowy, jak
i przestrzenny.
McKie pociągnięty tokiem myśli Tuluka poczuł, że powoli zaczyna się wydobywać z
zalewającej jego umysł mgły.
- Może jakiś rodzaj odbicia? - powiedział. - To wcale nie musi być podróż w cza...
- To nie wariacje na fortepian! - zaoponował Tuluk. - Proste równanie kwadratowe nie
daje nam tu żadnej funkcji eliptycznej. Stąd wniosek, że mamy do czynienia ze związkiem
liniowym.
- Linie - wyszeptał McKie. - Aączniki.
- Co? Ach tak. A więc mamy do czynienia ze związkiem liniowym, opisującym ruch
powierzchni przez jakąś formę wymiaru. Nie możemy być pewni wymiarów, w jakich operuje
Kaleban, ale nasze to już co innego.
McKie wydął wargi. Tuluk poruszał się w bardzo rzadkiej materii abstraktów, ale
rozumowanie Wreava pociągało go swoją niezaprzeczalną elegancją.
- Możemy traktować wszystkie punkty w przestrzeni jako wielkości określane przez
inne wielkości - mówił dalej Tuluk. - Istnieją metody obliczania niewiadomych w takich
sytuacjach.
- No tak - mruknął McKie - przestrzeń n-wymiarowa.
- Dokładnie. Najpierw traktujemy nasze dane jako serią pomiarów definiujących
przestrzeń pomiędzy punktami serii.
- Klasyczne n-krotne rozwinięcie n-zbioru - przytaknął McKie.
- Brawo. Zaczynasz być coraz bardziej podobny do tego McKie'ego, którego ja
pamiętam. To rzeczywiście n-krotne rozwinięcie zbioru. A czym jest czas w takim zadaniu?
Czas jest zbiorem jednego wymiaru. Ale my mamy, jak sobie przypominasz, serię
punktów-wymiarów w przestrzeni oraz w czasie.
McKie aż gwizdnął z podziwu dla nieskazitelnej logiki Wreava.
- A więc mamy do czynienia albo zjedna ciągłą zmienną, albo n ciągłymi zmiennymi.
Fantastycznie!
- No właśnie. A przez zredukowanie rachunkiem nieskończonych różniczek
otrzymujemy dwa systemy o właściwościach n-ciał.
- Do tego właśnie doszedłeś?
- Właśnie do tego. Wynika stąd, że nasze punkty kontaktów istnieją oddzielnie w
różnych wymiarach czasu. Ergo, Abnethe znajduje się w innym wymiarze czasowym, od tego
w którym jest Arbuz. Jedyne możliwe wytłumaczenie.
- A więc wcale nie musimy mieć do czynienia z fenomenem podróży w czasie w
znaczeniu fantastyczno-naukowych powieści - powiedział McKie. - Te subtelne różnice, które
Kaleban widzi, te łączniki, te nitki...
- Pajęczyny osadzone w wielu wszechświatach - dokończył Tuluk. - Być może.
Załóżmy, że życie poszczególnych istot przędzie-te pajęcze nitki...
- Ruchy materii bez wątpienia też je przędą - dodał McKie.
- Zgoda. I te nitki przecinają się, łączą. Krzyżują się. Stykają się w jakiś tajemniczy
sposób. Plączą się ze sobą. Niektóre są mocniejsze niż inne. Doświadczyłem tego splątania,
kiedy przeprowadziłem rozmowę, która uratowała ci życie. Wyobrażam sobie, jak niektóre z
tych nitek przędą się od nowa, łączą, biegną wzdłuż siebie - i tak dalej - po to by stworzyć
warunki dawno minionych czasów w naszym wymiarze. Kto wie, dla Kalebana to może
stosunkowo proste zadanie. Być może nawet nie rozumie tego w ten sam sposób co my.
- Z tym mogę się zgodzić.
- Co byłoby do tego konieczne? - zastanawiał się Tuluk na glos. - Pewne bogactwo
doświadczeń, coś co nada tym nitkom, liniom, pajęczynom przeszłości wystarczającej siły, by
można je było zebrać i poprzestawiać na wzór oryginału wraz z całą jego zawartością.
- To wszystko pięknie brzmi w teorii - powiedział McKie - ale jak przetrząść całą
planetę lub przestrzeń wokół...
- Czemu nie? Nie wiemy do jakich energii Kalebany mają dostęp. Dla robaka
pełzającego po ziemi trzy twoje kroki mogą być całodzienną wędrówką.
Mimo wrodzonej ostrożności McKie czuł, że daje się coraz bardziej przekonać.
- To prawda, że G'oko Kalebana umożliwia nam podróż przez cale lata świetlne -
powiedział.
- Coś. co stało się tak codzienne, że nawet nie zastanawiamy się nad ogromem
potrzebnej do tego energii. Pomyśl, czym taka podróż byłaby dla naszego hipotetycznego
robaka! A dla Kalebana to może być najmniejsza z błachostek!
[ Pobierz całość w formacie PDF ]